Tydzień 9 i 10 (podsumowanie lipca)

Do maratonu zostało coraz mniej czasu, a początek sierpnia to taki moment w sezonie treningowym, kiedy zaczynam już odczuwać trudy całego roku. Biegam już w tym sezonie ponad 8 miesięcy (z krótkim urlopem po wiosennym maratonie), więc i głowa i ciało zaczynają się buntować. Do tego doszły upały. Ale jest to kluczowy moment w sezonie, bo jesienny maraton za pasem.

Poniedziałek

Ostatni dzień lipca i w zasadzie ostatni luźny dzień urlopu. We wtorek była przede mną długa droga powrotna, ale Karpacz i widok Śnieżki podziałał mobilizująco. Wstałem przed 6:00 i ruszyłem. Nasz hotel położony był na górze (kilometrowy wjazd ślimakiem), więc wiedziałem, że na zakończenie treningu będę miał jeszcze dodatkowy podbieg. Wybierałem się na Śnieżkę, ale nie doceniłem trasy. Pobiegłem całkiem na lekko – bez wody i telefonu, a zapowiedziałem, że wrócę na śniadanie do hotelu. Miałem przez to jakieś 150 minut do dyspozycji. Dotarłem na Przełęcz Sowią pod Śnieżką i zawróciłem. Na dole w Karpaczu odczułem jak ciężką robotę zrobiłem. Sklep, woda i do góry do hotelu. Ostatecznie wyszło prawie 17 km górskiej wycieczki biegowej w dwie godziny.
Lipiec zamknąłem przebiegiem 296 km. Na treningu spędziłem ponad dobę (25 godzin), a biegałem ze średnią prędkością 5:05 min/km (wolniej, bo weszły długie wybiegania i wycieczka biegowa taka jak dziś). Średnie tętno z treningów lipcowych wyniosło 136.

Wtorek

wolne

Środa

Pierwszy trening po wakacjach. Jeszcze luźne bieganie. Standardowa godzina po lesie z wplecionymi czterema przebieżkami po 30 sekund. Wyszło ponad 12 km. Dość duże średnie tętno 145 wynikało ze zmęczenia i bardzo wysokiej temperatury.

Czwartek

wolne

Piątek

Godzina wolnego biegania i 3 km tempa maratońskiego na zakończenie. Wyszło w 4:04 min/km, a więc z zapasem. Tętno średnie wróciło do normy i mimo odcinka szybkiego wyniosło 136.

Sobota

wolne

Niedziela

Jest taki dzień w roku, że sam sobie planuję trening. A w zasadzie życie mi planuje ile mam przebiec. Każdego roku o 1 kilometr więcej. W tym miałem do wybiegania 39. To dużo czasu na bieganie, myślenie, podsumowania. Zajęło mi to około 200 minut (średnia prędkość 5:06 min/km, przy średnim tętnie 137).

Poniedziałek

Wolne. Po wczorajszym bieganiu trzeba było odpocząć.

Wtorek

Podbiegi. Na przemian 90 i 30 sekund biegu pod górkę na Wyszyńskiego. To nie jest szczególnie trudny trening, ale dość nużący. 10 powtórzeń wraz z dobiegiem i powrotem zajmuje około 40 minut.

Środa

Wróciłem na bieżnię. Dość krótki, konkretny trening. Dwa 3-kilometrowe odcinki w tempie progowym. Wyszły bardzo dobrze po około 3:51min/km. Średnie tętno 141.

Czwartek

wolne

Piątek

Cały dzień upał, więc z treningiem musiałem poczekać prawie do zmierzchu. To miało być kolejne długie wybieganie, ponieważ trener stwierdził, że to niemal ostatnie miejsce, w którym można wepchnąć 30-stkę przed maratonem. Druga część sierpnia i początek września to już starty kontrolne. Zacząłem o 19:55, a było jeszcze tak gorąco, że pierwsze 30-40min robiłem w lesie. Potem skierowałem się na pętlę Lotników Polskich – Kolonowa-Wyszyńskiego-ekspresówka i kręciłem kółka. Na szczęście w połowie spotkałem Artura, dzięki czemu drugą część treningu zrobiłem szybciej. Jak biegasz z kim lepiej się mobilizujesz, nie „zapadasz się w siebie”, a czas biegnie (nomen omen) szybciej. Ostatecznie przebiegłem 33km w 170 minut. Średnie tętno 140. Biorąc pod uwagę, że w niedzielę przebiegłem 39 km, dzisiejsze wybieganie było dużym wyzwaniem, zarówno fizycznym (zaczynam gdzieniegdzie czuć mięśnie i stawy) oraz psychicznym.

Sobota

Wolne po wybieganiu

Niedziela

Dalej w schemacie godzina plus tempo maratońskie. Tym razem odcinek wydłużony o kilometr. Obawiałem się czy dam radę. Czy dwa „długasy” nie zamuliły mnie, ale okazało się, że jest wręcz przeciwnie. Z dużą swobodą udało mi się pobiec odcinek maratoński w tempie 4:01 min/km, a więc zrobiłem jakieś 15 sekund nadróbki nad planem. W sumie 16km w 77 minut ze średnim tętnem 132 (dość niskie, co cieszy).

To były ciężkie dwa tygodnie przede wszystkim ze względu na objętości treningów. W sumie zrobiłem blisko 150 kilometrów na 8 treningach, ale dziś z perspektywy kilku dni wiem, że był to świetny bodziec treningowy.

Dodaj komentarz