Tydzień 6

Odniosłem w tym tygodniu poważną porażkę na treningu. Porażkę, która przypomniała mi, że nie zawsze udaje się osiągnąć cel i nie zawsze udaje się zrealizować trening, mimo że daję z siebie wszystko. Są takie treningi, z którymi po prostu się przegrywa albo które są „piekielnie” trudne.

Poniedziałek

Siła biegowa na górce. Wchodzę już w długie podbiegi i muszę opuścić swoje ulubione miejsce, czyli wiadukt obok parku. Tam da się dobrze zrobić maksymalnie 60 sek, a w tym tygodniu miałem już w planach podbiegi dłuższe. Nie było źle. Biegałem na przemian 30 i 90 sek. Trening zajął prawie 3 kwadranse, podczas których pokonałem ponad 9km.

Wtorek

Kluczowy trening w tym tygodniu – dlatego dołączam jego zapis. Piekielnie ciężki i nie piszę w tym miejscu o słońcu, bo było znośnie. Miałem zrobić 3x3km w tempie progowym (czyli w granicach 3:50min/km) z przerwą 3min w marszu lub odpoczynku (zawsze wybieram marsz, bo po intensywnym biegu nie daję rady stać…) . Jak powtarzam do znudzenia, robiłem ten trening na bieżni nie korzystając z GPS. Tak jak wszystkie szybkie treningi – wiem, że to wcześniej czy później przyniesie efekty.

Proste obliczenie mówi, że 3km powinienem pokonać w 11:30. Na pierwszym odcinku udało się pobiec 11:36, drugi wyszedł troszkę wolniej (ale do przyjęcia) w 11:50. Wiedziałem jednak, że na trzecim będę zdychał. Szczerze mówiąc myślałem nawet nad rezygnacją, ale potem przypomniałem sobie swoją zasadę, żeby dać z siebie absolutnie wszystko na treningu. Przecież to tylko 7,5 okrążenia wokół Orlika…. Było ciężko. Ostatecznie nie mam się absolutnie czym pochwalić. Trzeci odcinek przebiegłem w 12:11. Aż 40 sekund wolniej, czyli w granicach 4:03min/km. Dużo szybciej biegam 10km bez większego przygotowania, ale byłem naprawdę wypruty. Nie byłem w stanie pobiec tego szybciej. Trochę pocieszenia znalazłem w słowach Trenera, który napisał mi, że to jeden z najcięższych treningów. I że po prostu powinienem dwa pierwsze odcinki pobiec trochę wolniej. Podejrzewam, że gdyby pobiegł je 11:45 odczułbym dużą różnicę na ostatnim.
Piszę o tym tak długo i podaję tyle liczb, żeby pokazać jak ważne są niuanse, sekundy w treningu. Bieganie to matematyka.

Środa

Godzina regeneracji w lesie. Myślałem, że będzie bolało, ale nie było źle. Zmusiłem się nawet do standardowych czterech przebieżek po 30sek.
Pobiegałem po lesie w sumie 12km w godzinę.

Czwartek

wolne

Piątek

Przedłużony weekend i wyjazd, ale nie odpuszczam trenowania. 2 godziny po terenach Poleskiego Parku Krajobrazowego. Pobiegłem sobie do Urszulina. W mojej trasie zawierała się, między innymi, trasa kultowego biegu ekologicznego organizowanego przez Gminę Urszulin. Biegłem w nim da lub trzy razy. Ostatnio było wtedy tak gorąco, że nie udało mi się zejść poniżej 40min na 10km, a bieg zyskał przydomek lubelskiego Bad Water 😉 Biegam teraz z audiobookiem, co przy wydłużającym się kilometrażu treningów jest dobrym rozwiązaniem. W dwie godziny przebiegłem ponad 24km, ale przez ostatni kwadrans było już odczuwalnie ciężko.

Sobota

Ostatni trening w tym tygodniu. 1h easy (biegałem dość wolno w okolicach 5:!5min/km), a potem odcinek w tempie maratonu. Na początek 1km, w następnym tygodniu 2km…. Pobiegłem (staram się to robić raz do roku) wokół jeziora Piaseczno, a potem pokręciłem się jeszcze w okolicy. Odcinek specjalny dość łatwo, przyspieszyłem do około 4:05min/km i nie sprawiło mi to większej trudności. W sumie prawie 13km w 67min.

To był ciężki tydzień, przede wszystkim z uwagi na kilometraż i ciężki wtorkowy trening. Przypominałem sobie, że nie wszystko musi wychodzić, ale z perspektywy kilku dni, kiedy piszę to sprawozdanie, wiem, że nie jest źle.
Kolejny raz przekroczyłem łącznie 70km, biegałem trochę wolniej niż tydzień wcześniej (średnio 4:56min/km), ale na dużo niższym średnim tętnie 132 (tydzień temu 140), co może być bardzo dobrym znakiem.

powered by EndomondoWP

Dodaj komentarz