Tydzień 4 (i podsumowanie czerwca)

Zmęczyłem się. To był tydzień, w którym odczułem, że wychodzę poza strefę komfortu. I o to chodzi – do maratonu zostało (kiedy to piszę) 12 tygodni i wszystko powinno być już na „ścieżce wznoszącej”. Na razie odczuwam zmęczenie.

Poniedziałek

Godzina wolnego biegania z kolegami. Złapał nas deszcz, ale było bardzo przyjemnie (ciepło!), a trening wyszedł dość żwawy po 4:54min/km. Nabiegałem ponad 12 kilometrów.

Wtorek

10 podbiegów po 1 minutę. To już są konkretne treningi siłowe, które wymagają zostawienia na podbiegach sporej ilości potu. Całość treningu też się wydłuża i trwa już ponad 40 minut. W sumie ponad 8 kilometrów.

Środa

Opisałem ten trening w poprzednim wpisie: http://bieganie.jakubosina.pl/kolka/
Było to godzinne bieganie, w którego środku pobiegłem 4 km w tempie progowym w czasie 15:30. Bardzo to odczułem – być może dlatego, że w przeddzień robiłem dość ciężkie podbiegi.

Czwartek

Wolne. Byłem tak zmęczony, że nawet nie chciało mi się iść na basen – po prostu odpuściłem sobie. Im dalej w trening, tym odpoczynek będzie coraz ważniejszy.

Piątek

Wyjeżdżałem w weekend i dlatego chciałem zrobić w piątek dłuższy z weekendowych treningów. Ponad 1:45 wolnego biegu. Pobiegłem sobie przez kilka miejscowości, podziwiałem piękne widoki. Ostatecznie wyszło trochę więcej niż półmaraton w tempie 5:01min/km. Na zakończenie dodałem 4 przebieżki po 30 sekund.

Sobota

Wolne.

Niedziela

Trening, który miał być w piątek. Godzina wolnego biegu z wplecionymi w środek sześcioma podbiegami po 20 sekund. Ostatecznie wyszło prawie 12 kilometrów w tempie 4:59 min/km.

Cały tydzień zamknął się największym przebiegiem z dotychczasowych. Przebiegłem 67,2km ze średnim tempem 4:56min/km (średnie tętno 137).

Czerwiec zaliczony – pierwsze cztery tygodnie treningu za mną. Przebiegłem 222,6km. Na treningach spędziłem 18 godzin i 8 minut. Biegałem ze średnią prędkością 4:53min/km i średnim tętnem 140. Według mojego zegarka spaliłem 13639 kalorii.

Dodaj komentarz