Setka

Kaliska Setka. Chciałem pobiec ten bieg od lat. W zasadzie od kiedy biegam, bo wtedy przeczytałem tekst o nim na blogu mojego obecnego trenera (http://staszewskibiega.blox.pl/2009/03/27-pazdziernika-2008.html). Tekst jest z 2006 roku, a wtedy jeszcze nie biegałem, wiec musiałem znaleźć go przy jakiejś okazji w archiwum. W każdym razie zawsze miałem ten plan z tyłu głowy.

Biegłem już ten dystans w górach – w Biegu 7 Dolin, chociaż mój wynik wskazuje na to, że biegania nie było w tej wyprawie dużo (miałem wtedy groźny upadek na 30km i bardzo się poobijałem).

W każdym razie zawsze zastanawiałem się, co dzieje się w głowie człowieka, który ma przebiec 100 kilometrów po asfalcie na 15-kilometrowej pętli. O czym myśli się na 60, 70, czy 85 kilometrze? I jakoś z roku na rok odkładałem ten start, aż do tej jesieni.

Biegnę setkę. W sobotę 4 listopada, kiedy Wy będziecie odwracać się na drugi bok pod kołdrą, ja stanę na starcie w gminie Blizanów i zacznę w mroku swoją kolejną biegową przygodę. Kiedy będziecie się budzić, będę miał w nogach 30 kilometrów, podczas obiadu będę pewnie już sporo po maratonie. A przede mną będzie jeszcze jeden półmaraton, albo trochę więcej. Nie wiem czy się uda dobiec, nie wiem w jakim czasie, ale chcę wyraźnie przebiec (a nie przejść) ten bieg.

O której zapada zmrok 4 listopada? O 17:00? W każdym razie bardzo chciałbym skończyć przed zmrokiem. A mówiąc serio, to dla mnie taka wyprawa w nieznane i poza granice moich możliwości, że nie wiem jak się to wszystko skończy. Nie będę pierwszy i ostatni, który porywa się na taką rzecz, więc mam nadzieję, że będzie ok.

Dodaj komentarz