Powrót do kieratu

Przeczytałem dziś plan na czerwiec. Od dziś bowiem zacząłem czerwiec biegowy, a co za tym idzie drugą część sezonu treningowego. Od dziś nie biegam już sobie jak chcę. To znaczy od dziś biegam jak chcę – a chcę trenować… A przede mną dużo atrakcji.

Przede mną prawie 4 miesiące ciężkiej pracy do Maratonu Warszawskiego i około 5 miesięcy do pewnej wisienki na torcie (o której napiszę jak wszystko wyklaruje się na 100%. Na razie skupiam się na Warszawie – bo jak zwykle blisko, łatwo logistycznie, a i trasa chyba jedna z najlepszych w ostatnich latach (czytaj: szybka, więc jest szansa powalczyć o życiówkę). W międzyczasie morze wakacji, upałów i ciężkich treningów. W międzyczasie również mój coroczny prywatny jednoosobowy bieg „Każdego roku o kilometr dalej”. Zahaczę również – jeśli plany wakacyjne pozwolą – o półmaraton w Krasnymstawie na święto chmielu i chmielarzy. Potem będzie ostatnia prosta we wrześniu, może jakieś zawody w Lublinie.

Od dziś bieganie powolne to 5:00 min/km, co w chwili obecnej wcale nie jest takie wolne. Dziś na przykład pobiegłem sobie tak 45 minut i dodałem do tego 4 przebieżki po 30 sek (na przerwie 30 sek). Wcale nie było tak łatwo, ale początki mają to do siebie, że niekoniecznie zawsze jest łatwo.

powered by EndomondoWP

Dodaj komentarz