Killer

Zeszły tydzień był raczej regeneracyjny. Dochodziłem do równowagi po Półmaratonie Warszawskim, chociaż już w piątek 31 marca zrobiłem naprawdę mocny trening na bieżni. Biegałem kilometrówki w tempie większym niż z „połówki”.
W tym tygodniu zrobiłem już trzy jednostki, z czego dzisiejsza warta zauważenia. Ale po kolei.

Poniedziałek

…czyli ostatnia siła przed maratonem. 23 kwietnia czyli za nieco mniej niż 3 tygodnie startuję w Orlen Warsaw Marathon. Siła biegowa jest teraz już dość rzadkim treningiem – napracowałem się na podbiegach w zimie. Ale w poniedziałek zrobiłem zestaw 10 podbiegów na wiadukcie – 5 krótkich (30 sek) i 5 długich (1 min) naprzemiennie. To taki dość konkretny trening, który zajmuje niewiele czasu.

Wtorek

Wyszedłem na 90 min spokojnego truchtania. Wieczorem pobiegłem najpierw do lasu, gdzie o zmroku spotkałem tylko kilku chłopaków na piwku. Za to, kiedy zapadł zmierzch pobiegłem na drugą cześć treningu na pętle Wyszyńskiego-serwisówka-Lotników Polskich-Klonowa (dokładnie 5km, no może plus 20-30 metrów). Liczba biegaczy, których spotkałem była chyba rekordowa. Nie dość, że mijałem wielu pojedynczych, to jeszcze na podbiegu ulicą Wyszyńskiego natknąłem się na co najmniej 20-osobową grupę. Jeszcze kilka lat temu nie do pomyślenia, a teraz widok coraz powszechniejszy.

Środa

Ale to wszystko był tylko wstęp do dzisiejszego treningu. Trener przygotowuje mi rozpiskę na cały miesiąc i kiedy ją dostaję, to od razu wiem, na których treningach będzie ciężko. A jak przy jakimś dniu mam adnotację „killer”, to im bliżej tego dnia tym intensywniej zastanawiam się, jak dam radę to pobiec. I „killer” (a w zasadzie „mini-killer”) był na dzisiaj. Miałem pobiec (oprócz rozgrzewki) 2x2km po 3:50min/km, po czym zrobić jeszcze 4x3min szybko. Pomiędzy wszystkimi odcinkami przerwy 2-minutowe. Niby nic wielkiego, a jednak killer.

Dwukilometrówki wyszły idealnie – druga nawet sekundę, czy dwie szybciej niż pierwsza, schody zaczęły się na krótszych odcinkach. Ale cisnąłem – z oznaczeń na bieżni wynikało, że dość powtarzalnie robię w 3min 800 metrów (+ lub – kilka kroków). Zapis z GPS jest o niebo lepszy, ale jak cały czas podkreślam, staram się biegać szybkie odcinki wyłącznie na stoper i bieżnię. Nawet jeśli wyszłoby to zbyt szybko, to akurat nie zaszkodzi.

Teraz odpoczynek, spokojny trening w piątek, a w niedzielę 9 kwietnia Dycha do maratonu nad Zalewem Zemborzyckim. Odpuściłem ten cykl w 2017 roku, ale to właśnie z tej trasy mam życiówkę na 10km (38:02) i spróbuję w niedzielę pobiec na podobnym poziomie.

powered by EndomondoWP

Dodaj komentarz