Dzień przed Półmaratonem

Niedawno odebrałem swój pakiet startowy 12. Półmaratonu Warszawskiego. Biuro zlokalizowane na terenie Stadionu Narodowego. Wszystko poszło gładko – świetna organizacja, poziom europejski. To cieszy, że nasze biegi są w zasadzie identyczne jak imprezy w innych europejskich stolicach. W dzisiejszym dniu to poczucie wspólnoty w Europie i tego, że jesteśmy jej częścią jest szczególnie ważne.

Bardzo lubię biegać w Warszawie i bardzo lubię dystans 21 km. To nie jest maraton, jest jednak łatwiej, chociaż jeśli chce się pobiec połówkę szybko, z pewnością będzie bardzo ciężko. Chwila startu, kiedy tysiące biegaczy słucha i śpiewa „Sen o Warszawie” jest niezapomnianym przeżyciem.

 

Jak widać na moim numerze startowym biegnę jutro Półmaraton Warszawski po raz 9. To jedyna impreza, którą biegam co roku, odkąd biegam. PMW znaczy dla mnie zawsze początek wiosny, a kojarzy mi się nieodmiennie ze zmianą czasu noc przed i z tym, że zawsze marznę na starcie. Bo zawody biec trzeba na krótko (chociaż nie zawsze o tym wiedziałem), a rano jest jeszcze chłodno.

Ale potem jest zawsze dobrze i zazwyczaj szybko.

Tutaj nabiegałem swoją życiówkę w półmaratonie – 1:22:57. Jutro będę walczył o jak najlepszy czas, ale dużo zależy od pogody – teraz w Warszawie wieje wiatr, a jeśli tak będzie jutro, to może pokrzyżować wiele planów. Także moje. Tak czy inaczej dam z siebie wszystko, bo właśnie o to chodzi w startach. Żeby pobiec na maksa.

Kiedy wychodziłem z biura zawodów zrobiłem sobie tradycyjne zdjęcie swojego nazwiska na wielkiej ścianie. Wydrukowano na niej imiona i nazwiska z listy startowej. W przedsionku biura udało mi się zrobić selfie z Usainem Boltem… oby to był dobry znak.

 

Dodaj komentarz