Trening biegowy w zimie

Dwie lub trzy osoby zwróciły mi uwagę, że podobno nie biegam. Może rzeczywiście coś w tym jest. Kolejne tygodnie i miesiące mijają, zima na chwilę odpuściła, a ja od dawna nie zamieściłem nowego wpisu na biegowym blogu. Nie piszesz, czyli pewnie nie biegasz… Naprawiam więc zaległość, opisując Wam swój trening biegowy w zimie 2018-2019.

W minionych latach trenowałem 4-5 razy w tygodniu, a średnie objętości jakie robiłem wahały się pomiędzy 60 a 80 kilometrów. To niedużo, ale wydawało się, że wystarczająco – łamałem „trójki” w maratonach, utrzymywałem poziom. Z drugiej strony, starzejąc się przecież, doszedłem do momentu, w którym od trzech sezonów nie uzyskałem szczególnie wartościowego wyniku na żadnych dystansie (oprócz półmaratonu, w którym osiągnąłem życiówkę w 2017 roku). W maratonach biegłem przyzwoicie, ale nie udało mi się poprawić rekordu, a „dyszki” biegałem na stałym w zasadzie poziomie w okolicach 39:30.

Od listopada, czyli od początku sezonu, trenuję się sam (co wkrótce może się zmieni, ale o tym kiedy indziej). To jest ten moment sezonu, że nie potrzeba wielkiej filozofii, a głównym narzędziem w treningu są spokojne biegi w pierwszym zakresie tętna. Postanowiłem jednak wykorzystać bodziec, którego nie miałem przez ponad 10 lat biegania. Postanowiłem postawić na objętość i staram się wychodzić na trening co najmniej 6 razy w tygodniu.

Już w grudniu doszedłem do tygodni z „przebiegiem” ponad 100 kilometrów. Obawiałem się tego, ale organizm stopniowo przyzwyczajał się do większej niż zwykle objętości. Ostatni miesiąc 2018 roku zakończyłem z rekordowym wynikiem 381 kilometrów na treningach (listopad ok. 330 km). W styczniu przycisnąłem jeszcze trochę mocniej i mimo 4-dniowej przerwy(przeziębienie) przekroczyłem kolejną granicę i wybiegałem 412 km.

Do tych dłuższych wybiegań dodaję trochę treningów siłowych i szybszych kilometrów (o ile warunki na chodnikach na to pozwalają – wyszedłem z założenia, że jednym z filarów treningu biegowego w zimie musi być bezpieczeństwo), co powoli zaczyna przynosić efekty. Tętno na treningach spada, przelotowe prędkości zaczynają wzrastać, a organizm przyzwyczaił się do większych obciążeń.

Plusem biegania według swojego planu jest fakt, że myśląc cały czas o treningu dowiaduję się sporo na temat biegania, na temat tego co działa na mnie lepiej, a co gorzej. Postaram się wykorzystać w tym sezonie ponad 10 lat doświadczeń i prób biegowych, które mam już za sobą. Plan na wiosnę jest nietypowy, ale o tym w kolejnym wpisie.